Adapter FTZ II ma sens wtedy, gdy chcesz przenieść sprawdzone obiektywy F do bezlusterkowców Nikona bez wymiany całego zestawu. W praktyce chodzi nie tylko o zgodność bagnetu, ale też o zachowanie autofokusa, pomiaru ekspozycji i wygody pracy z cięższym szkłem. Poniżej rozkładam to na konkretne przypadki: co działa najlepiej, gdzie są ograniczenia i kiedy lepiej od razu wybrać szkło z mocowaniem Z.
Najkrócej, to wygodny most między szkłami F a systemem Z
- Adapter pozwala używać obiektywów NIKKOR F na aparatach Nikon Z bez dodatkowego szkła pośredniego, więc nie psuje obrazu.
- Najlepiej działa z obiektywami AF-S, AF-P i AF-I, bo wtedy zostaje pełny AF i AE.
- Starsze szkła bez własnego silnika przechodzą w ostrzenie ręczne, ale nadal da się z nich sensownie korzystać.
- FTZ II jest mniejszy, lżejszy i wygodniejszy przy pionowym kadrowaniu oraz gripach niż starszy FTZ.
- To dobry zakup, jeśli masz już kilka wartościowych szkieł F; przy budowie systemu od zera częściej wygrywa native Z.

Co robi adapter FTZ II i dlaczego ma znaczenie
W środku nie ma żadnej soczewki ani optycznego „triku”; to precyzyjny łącznik mechaniczny, który ustawia obiektyw F na właściwej odległości od matrycy w aparacie Z. Dzięki temu obraz nie przechodzi przez dodatkowe szkło, więc nie dostajesz typowego kompromisu znanego z tanich adapterów, gdzie spada ostrość albo pojawiają się dziwne odbicia.
W praktyce najważniejsze jest to, że zachowujesz to, za co płaciłeś przy zakupie dobrego szkła: charakter rysunku, jasność i, w kompatybilnych konstrukcjach, autofocus. Nikon podaje też, że FTZ II pracuje z około 360 obiektywami F, a 94 z nich oferują pełne AF/AE, więc nie jest to gadżet dla wąskiej grupy użytkowników. Na plus zapisuję też konstrukcję bez stopy statywowej, bo przy kadrowaniu pionowym i pracy z gripem po prostu mniej przeszkadza w dłoni.
To fundament całego tematu, ale prawdziwa wartość wychodzi dopiero wtedy, gdy rozłożymy zgodność na konkretne klasy obiektywów.
Z jakimi obiektywami działa najlepiej
Najprościej myśleć o tym tak: im nowszy obiektyw F i im więcej elektroniki ma w środku, tym mniej niespodzianek. Szkła z własnym silnikiem AF zwykle zachowują pełną automatykę, a starsze konstrukcje przechodzą w tryb bardziej manualny, ale nadal mogą być użyteczne.
| Rodzina obiektywów | Autofokus | Ekspozycja | W praktyce |
|---|---|---|---|
| AF-S, AF-P, AF-I typu G/E/D oraz telekonwertery AF-S/AF-I | Tak | Tak | Najwygodniejszy wariant, pełna automatyka zostaje na pokładzie. |
| AF typu G i D bez własnego silnika | Nie | Tak | Ostrość ustawiasz ręcznie, ale aparat nadal pomaga pomiarem i dalmierzem elektronicznym. |
| AI, AI-S, Series E i inne stare konstrukcje bez CPU | Nie | Najczęściej tylko M | Da się je wykorzystać, ale trzeba zaakceptować więcej ręcznej obsługi. |
Jeśli używasz obiektywu z VR, stabilizacja w korpusie i optyczna stabilizacja w szkle mogą współpracować. Przy szkłach bez VR aparat przejmuje kontrolę, a przy manualnych obiektywach warto wpisać ogniskową w menu Non-CPU Lens Data, żeby stabilizacja działała możliwie sensownie. To właśnie ta warstwa praktyki decyduje, czy adapter jest tylko „przejściówką”, czy realnym narzędziem do pracy.
Zanim jednak uznasz sprawę za prostą, trzeba uczciwie powiedzieć, gdzie Nikon stawia twarde granice.
Gdzie pojawiają się ograniczenia
Lista wyjątków nie jest długa, ale warto ją znać, bo tu najłatwiej o pomyłkę. Najważniejsze grupy, których nie należy wciskać na siłę, to:
- Non-AI, czyli bardzo stare obiektywy sprzed standardu AI.
- IX-NIKKOR.
- TC-16A AF Teleconverter.
- Obiektywy wymagające jednostki ogniskującej AU-1.
- Niektóre bardzo stare fisheye i specjalistyczne konstrukcje, których Nikon wymienia osobno.
Jest jeszcze druga rzecz, mniej widowiskowa, ale ważna w terenie: przy kilku starszych zoomach DX Nikon ostrzega, że punkt ostrości może wymagać ponownego sprawdzenia. To nie znaczy, że sprzęt jest zły, tylko że warto zrobić test na realnej scenie, zanim wyjedziesz z nim na zlecenie. I jeszcze jedno praktyczne ostrzeżenie: przy obiektywach cięższych niż 1300 g trzymaj za obiektyw, nie za korpus, bo sama kamera nie powinna dźwigać takiego zestawu.
Właśnie dlatego porównanie z wcześniejszym adapterem ma sens nie tylko na papierze, ale też w codziennej obsłudze.
Czym różni się od starszego FTZ
To ważne: funkcjonalnie oba adaptery są identyczne. FTZ II nie daje nowych trybów AF ani innej jakości obrazu; daje po prostu lepszą ergonomię i mniej kolizji z gripem, gimbalem czy większą płytką statywową.
| Cecha | FTZ | FTZ II |
|---|---|---|
| Stopka statywowa | Tak | Nie |
| Wymiary | Około 70 × 80 mm | Około 70 × 70 × 36 mm |
| Waga | Około 135 g | Około 125 g |
| Wygoda z uchwytem pionowym | Przeciętna | Wyraźnie lepsza |
| Jakość obrazu i AF/AE | Taka sama | Taka sama |
Jeśli masz już FTZ i nie przeszkadza Ci stopka, nie widzę sensu wymiany tylko dla samej wymiany. Jeżeli jednak często pracujesz w pionie, na gripie albo z dodatkowymi akcesoriami, FTZ II jest po prostu wygodniejszy i mniej konfliktowy. Ta różnica nie brzmi spektakularnie, ale w codziennej pracy robi większą robotę niż sama specyfikacja sugeruje.
Po tej ocenie zostaje już pytanie najbardziej praktyczne: kiedy adapter naprawdę ma sens w koszyku, a kiedy to tylko most na chwilę.
Kiedy warto go kupić, a kiedy lepiej iść w obiektywy Z
Ja widzę trzy sensowne scenariusze.
- Masz już dobre szkła F - adapter jest rozsądnym sposobem na wykorzystanie inwestycji. To najczęstszy i najuczciwszy powód zakupu.
- Pracujesz z obiektywami specjalistycznymi - makro, tele, stałki z charakterem. W tej grupie FTZ II pozwala zachować znane narzędzie bez pośpiechu z wymianą całego zestawu.
- Budujesz system od zera - wtedy native Z zwykle wygrywa gabarytem, wygodą i przewidywalnością. Adapter ma sens głównie wtedy, gdy towarzyszy mu już konkretne szkło F.
Ja nie traktuję FTZ II jako końcowego celu; to raczej etap przejściowy albo pragmatyczny pomost. Jeśli dziś kupujesz tylko jedno szkło do reportażu, podróży czy codziennej pracy, zazwyczaj lepiej brać NIKKOR Z. Jeśli jednak w torbie masz 24-70, 70-200, 105 macro albo 8-15 fisheye w wersji F, adapter naprawdę potrafi uratować budżet i cały sposób pracy.
Przed decyzją warto jeszcze przejść przez kilka technicznych detali, które oszczędzą rozczarowań przy pierwszym montażu.
Co sprawdzić przed zakupem i przy pierwszym montażu
W oficjalnym sklepie Nikona w Polsce adapter widnieje obecnie za 1039 zł, więc to zakup, który warto poprzedzić krótką selekcją własnych obiektywów. Zanim klikniesz „kup”, sprawdź przede wszystkim:
- czy masz korpus Nikon Z, bo adapter nie służy do lustrzanek F;
- czy Twoje szkło należy do grupy z pełnym AF, czy raczej do manualnych konstrukcji;
- czy obiektyw ma pierścień przysłony, który trzeba ustawić na minimalną wartość przed montażem;
- czy planujesz używać obiektywu DX na pełnej klatce, bo wtedy aparat po prostu przejdzie w crop;
- czy przy manualnych szkłach wpiszesz ogniskową w Non-CPU Lens Data, jeśli chcesz korzystać ze стабилизации możliwie najlepiej;
- czy Twój najcięższy zestaw nie będzie wymagał trzymania za obiektyw zamiast za body.
W praktyce najlepiej zacząć od jednego, dobrze znanego obiektywu i zrobić krótki test ostrości, ekspozycji oraz stabilizacji jeszcze przed ważnym wyjazdem albo zleceniem. Jeśli wszystko działa przewidywalnie, adapter zwykle zostaje na stałe przy jednym z ulubionych szkieł, bo tak najwygodniej pracuje się w terenie.
Kiedy ten adapter naprawdę przedłuża życie zestawu
Największa wartość FTZ II nie polega na tym, że „da się coś przykręcić”, tylko na tym, że pozwala pracować na sprawdzonych szkłach bez bolesnej wymiany całego toru optycznego. Jeśli masz dobre obiektywy F i dopiero planujesz wejście w system Z, to dla mnie jest to jeden z najbardziej rozsądnych mostów, jakie Nikon zaprojektował. Jeśli jednak cała torba dopiero powstaje, lepiej od razu liczyć budżet pod obiektywy Z i traktować adapter jako opcję pomocniczą, a nie punkt wyjścia.
W praktyce decyduje nie sam adapter, tylko jakość szkła, które do niego podepniesz, i to, czy naprawdę korzystasz z jego przewag, czy tylko dokładasz kolejne ogniwo do toru. Gdy te warunki się zgadzają, FTZ II jest po prostu bardzo dobrym narzędziem przejściowym i nie ma w tym nic złego.